Wpisy

  • środa, 29 lutego 2012
    • I co dalej...

      Czas rehabilitacji na turnusie zakończył się ,Adrian dzielnie walczy w domu.Trzy razy w tygodniu rehabilitantka,masaże,wirówki,jak tylko pogoda pozwoli hipoterapia i basen.Do tego nauczanie indywidualne...No właśnie.Co z tym nauczaniem.?Widzę,że Adrianowi bardzo brakuje gwaru szkolnego i kolegów.Mam jednak ogromne obiekcje przed puszczeniem go do szkoły.Po domu fajnie sobie radzi,fajnie już sam potrafi się przemieścić z pokoju do pokoju.Ale szkoła to jednak szkoła.Schody,gwar,mnóstwo dzieci.A do tego śruby nadal w nogach.No cóż,póki co jeszcze marzec i połowa kwietnia będzie miał nauczanie w domu.W kwietniu wizytę u ortopedy w Busku mamy,więc może on nakieruje mnie na właściwą decyzję.

      Przeglądałam jakiś czas temu oferty ośrodków rehabilitacyjnych.Rany,jakie ceny!!!!Dla tego zwracamy się do ludzi dobrego serca o pomoc w sfinansowaniu rehabilitacji Adriana.

      Adrian 1%

      Adrian 1 %

      Turnusy rehabilitacyjne dają nam szanse na lepsze życie i funkcjonowanie naszego syna.

      Za wszystkie wpłaty serdecznie dziękujemy.

      Patrząc na wszystko z perspektywy czasu dużo już osiągnęliśmy,ale jeszcze wiele przed nami.Mam ogromne szczęście:moje dziecko mówi,porusza się,ma ponadprzeciętny rozwój intelektualny.Niektórzy takiego szczęścia nie mają.Będąc młodą mamą ciągle powtarzałam sobie,dlaczego właśnie ja?Dlaczego właśnie moje dziecko musi cierpieć?Co takiego zrobiłam,że Bóg tak mnie ukarał?

      Czy dziś tak myślę?Już nie.Jeżdżąc z miejsca w miejsce z moim dzieckiem,widząc ogrom nieszczęścia uświadomiłam sobie,że mam za co dziękować Bogu.Zaczęłam cieszyć się każdym dniem.Staram się przeżyć je tak,jakby każdy z nich miał  być ostatnim.

      A dlaczego Bóg dał mi chore dziecko?No to pytanie nigdy odpowiedzi nie poznam.Różnie się mówi.Jedno jednak wciąż tkwi mi w głowie.Słowa,które usłyszałam od dobrej znajomej-"Wiedział co robi,komu daje cudowne dziecko.Bo ty sobie poradzisz..."Czy rzeczywiście jest to prawdą,czy to tylko jakieś ludzkie gadania-nie wiem.Ale wiem jedno-dzięki Adrianowi nasze zwykłe życie staje się niezwykłym

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      ewelina3024
      Czas publikacji:
      środa, 29 lutego 2012 20:15
  • czwartek, 23 lutego 2012
    • Kolejna operacja...

      Rehabilitacja trwająca latami przynosiła pożądany efekt.Nie mniej jednak,po pięciu latach o pierwszego zabiegu-potrzebna kolejna operacja.

      To stwierdzenie wisiało nad nami jak jakaś trauma.Usłyszeliśmy,że nasz syn to książkowe dziecko z mpd (mózgowe porażenie dziecięce) i na pewno będziemy w przyszłości musieli zdecydować o kolejnej operacji.Ta przyszłośc była odkładana z roku na rok.Na kolejnych konsultacjach słyszeliśmy"jeszcze nie teraz".Ale chodzenie znacznie się pogorszyło,szybki wzrost spowodował,że kolanka zaczęły schodzić się do środka.Wyglądało to tak,jakby ktoś je po prostu związał.Kolejnym sygnałem,że operacja musi być przeprowadzona była utrata równowagi.Synek co raz częściej przewracał sie na prostej drodze.Po omówieniu z lekarzem naszych obaw i dokładnym badaniu w marcu ubiegłego roku została podjęta decyzja o kolejnej operacji-osteotomia dwubiodrowa przekrętarzowa.Dość poważny zabieg,polegający na przecięciu kości udowej,ustawieniu pod odpowiednim kątem i zespoleniu śrubami.W związku z tym,że operacja miała na celu przekręcenie nóżek, gips biodrowy z rozpurką na siedem tygodni.

      Dzień operacji był dla wszystkich ciężkim przeżyciem.Trwała cztery godziny.Ogromny ból po operacji,mimo podanych środków przeciwbólowych.Operacja odbyła się 30 sierpnia 2011 roku.Jesteśmy na dzień dzisiejszy po dwóch turnusach rehabilitacyjnych,śruby nadal goszczą w kościach synka.Jak długo,jeszcze nie wiemy.

      Wszystko jest na dobrej drodze,choć rehabilitacja jest bardzo kosztowna.I na pewno będziemy musieli prowadzic ją przez kolejnych kilka lat.Adrian ma założone konto w Fundacji "Zdążyć z pomocą",gdzie każda wpłata jest dla nas na wagę złota.

      http://dzieciom.pl/6137

      Naszą historię można również przeczytać na stronie Fundacji Wcześniak http://wczesniak.pl/component/content/article/44

      Każdy dzień jest dla nas wyzwaniem.

      Poznaliście właśnie mojego synka Adriana.Nasza historia być może doda komuś sił i wiary w lepsze jutro.Bo wierzyć zawsze warto i nigdy nie powinno się tracić nadziei.Nasze dziecko miało być "maskotką",a jest i będzie cudownym człowiekiem.

      Mam nadzieję,że ten wpis nie będzie ostatnim.Być może teraz będzie o naszym życiu, codziennym,o rozterkach,smutkach i radościach.Oby tych ostatnich było jak najwięcej.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      ewelina3024
      Czas publikacji:
      czwartek, 23 lutego 2012 21:10
  • wtorek, 21 lutego 2012
    • Operacja ścięgien Achillesa i przywodzicieli

      Długo zbierałam się  kontynuacją naszej opowieści.No cóż,życie.Ale już to naprawiam.

      Po konsultacji w Busku mieliśmy czekać na telefon ze szpitala.Umówienie pobytu,trzydniowy na oddziale,tzw.rozpoznanie i ustalenie terminu operacji.Wcześniej już mieliśmy zaplanowany wyjazd męża do pracy.Tak więc on wyjechał 24,a 27 dostałam telefon ze szpitala.Spakowałam siebie i dziecko i pojechaliśmy.Pobyt miał być od 4 do 6 września .Termin operacji już ustalony na 15 grudnia,po dokładnym przebadaniu dziecka przez dwóch lekarzy.

      Środa,dzień naszego wyjazdu do domu,a tu informacja od lekarza,że jest wolny termin operacji.Ktoś sie rozchorował.A ten wolny termin to...7 września.I pytanie co robić?Czy zdąże przygotować dziecko psychicznie na jutrzejszą operację?Czy ja dam radę to udzwignąć?Zostałam sama.Mąż nie przyjedzie!Ciągłe pytanie co robić???

      Myśli kotłowały się w głowie,czy aby dobrze robię.Podjęłam decyzję.Już jesteśmy w szpitalu,do 15 grudnia synek będzie sam chodził.Widocznie Bóg tak chiał...i podpisałam zgodę.Wytłumaczyłam synkowi wszystko,co będą robić lekarze-nic nie będzie czuł,po obudzeniu będzie miał nóżki w gipsie.Pytanie ,które zadało mi moje dziecko-"mamo,czy oni naprawią mi nogi?"-pamiętam do dziś.Tą powagę w głosie pięciolatka.

      Operacja nie trwała długo,jakieś 45 minut,ale dla mnie to wieczność.Tak wtedy myślałam.Przywiezli dziecko na salę,w gipsie od ud po palce i rozpurką miedzy nogami.Płacz,i mój i jego.Ja z bezsliności,on,że musi sam zostać na oddziale w szpitalu,bez mamy.Czy to nie dziwne?Tak bardzo bał sie tej nocy w szpitalu,że ból nie miał znaczenia.Ale cudowne "ciocie"zaopiekowały się nim.Myślałam,że będzie dużo gorzej,gdy następnego dnia wchodziłam na oddział.Byłam przygotowana,że od razu usłyszę płacz.A tu niespodzianka.Na oddziale cisza,krótka rozmowa z pielęgniarką o minionej nocy i witający mnie o 5.30 rano cudowny uśmiech mojego szkraba.

      Ścięgna podcięte,przywodziciele poluzowane,trzy tygodnie w gipsie i rehabilitacja.Rehabilitacja i ....jakież zaskoczenie,radość w głosie i oczach dziecka,gdy po zdjęciu gipsów wciąż powtarzał z dumą"mama zobacz,stoję na całych stopach!"

      Nigdy nie żałowałam,że taką podjęłam wtedy decyzję.I miałam rację-15 grudnia mój synek był samodzielnie poruszającym sie dzieckiem.

      rehabilitacja

      Pierwsza rehabilitacja po operacji

       


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      ewelina3024
      Czas publikacji:
      wtorek, 21 lutego 2012 13:46
  • czwartek, 09 lutego 2012

Kanał informacyjny