Wpisy

  • piątek, 14 czerwca 2013
    • Wpis bez tytułu

      Po pojawieniu się naszej Kruszynki na świecie znowu wszystko powywracało się do góry nogami.Pierwszy tydzień był jak na wariackich papierach.Ja obolała,szwy po pęknięciu ciągną.Nie przerabiałam tego za pierwszym razem,więc była to zupełna nowość.Być może teraz tez by się bez szycia obyło,ale małe problemy niestety spowodowały pęknięcie.Mała źle wstawiła się główką.Mimo moich starań zablokowała się i przez chwilę wszystko stanęło w miejscu.Decyzja o podaniu oksytocyny i na szczęście ruszyło.Niestety mięśnie nie nadążały z rozciąganiem i oto właśnie mamy efekt.Ale nie ma co rozpaczać,tylko 4 szwy.

      Wikunia urodziła się owinięta pępowiną.Mimo nie ciekawego startu(niska waga i zdiagnozowana hipotrofia wewnątrzmaciczna) świetnie teraz daje sobie radę.Jest bardzo silna,potrafi przekręcić się z plecków na bok mimo swoich dwóch tygodni.Podnosi główkę i jej ulubiona pozycja to na ramieniu mamy w pionie.Wszystko pomału się stabilizuje.Mamy mały problem z pleśniawkami,ale pomału walczymy z nimi.

      Oprócz tego oczywiście Adriana dopadła alergia i strasznie się męczy.W szkole sprzątali boisko ze skoszonej trawy i wczoraj był w strasznym stanie.Oczy czerwone,z nosa cieknie…Na szczęście leki pomogły i dzisiaj jest już trochę lepiej.Koniec roku za pasem i odpoczynek nas czeka,a co za tym idzie również wyjazd Adriana z tatą na kilka dni.Wyjazd obiecany już dawno,więc zobaczymy co z tego wyjdzie.Adrian bardzo chciałby jechać i zobaczyć trochę świata,miasto,w którym tata pracował.

      No a my dwie damy będziemy maiły czas tylko dla siebie.Czasem nie źle zmęczona,ale naprawdę szczęśliwa ze mnie mamuśka.Nadal łapię na tym,że nie wierzę w to,co się wydarzyło.Udało się urodzić zdrowe dziecko i to jeszcze upragnioną córeczkę.

      Na oddziale spotkałam wiele osób,które pracowały tam,kiedy leżałam przez dwa miesiące z Adriankiem.Jedna z pan podsumował,że za to co robiłam z pierwszym dzieckiem,ile się poświęciłam dostałam nagrodę od Boga w postaci zdrowej córeczki.Wcale tak się nie czułam,a poświęcając się dziecku…No cóż,każda matka zrobiła by pewnie tak samo.Znam wiele osób niepełnosprawnych dziec,które walczą  i poświęcają się być może nawet bardziej niż my.

      Dziękuję Bogu za dary,jakie od Niego dostałam-cudownego męża,który zawsze mnie wspiera i jest ze mną,nawet w najcięższych sytuacjach.Za wspaniałe dzieci,bo to właśnie one nadają sens naszemu życiu.

      dzieciaki

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      ewelina3024
      Czas publikacji:
      piątek, 14 czerwca 2013 19:18
  • poniedziałek, 10 czerwca 2013
    • Jak Wiktoria przyszła na świat czyli wspomnienia z porodówki

      29 maja o 17 zaczęły sie inne bóle niż dotychczas.Ale nic nie mówiłam,spacerowałam po ogrodzie.Bóle co raz to mocniejsze,ale ja oczywiście twarda nic nikomu nie powoedziałam.Koło 20  mówię do mojego M...że dzisiaj to chyba już pojedziemy.Ale on juz tak bardzo dawno chciał jechac,że chyba nie bardzo mi uwierzył.Chciałam jak najdłużej wytrzymać w domu.Bujałam się na piłce,klękałam w czasie skurczu.Przed 22 nakazałam  małżonkowi,aby się jeszcze położyl i spróbował zasnąć.Jemu sie udał,mnie już nietstey nie było to dane.Skurcze co 15,potem co 10 minut.W końcu po 23 stwierdzilam,że czas jechac.Budzę wiec mojego  małżonka.On, lekko zestresowany nie bardzo wiedział co robić.Poinstruowany przez małżonkę ze skurczami co 5 minut,że trzeba opiekę do Adrianka no i torby do samochodu.W końcu ruszyliśmy.Wszystkie nakazy i zakazy zlamaliśmy.

      W końcu dotarlismy do szpitala.A tam jak to zwykle bywa sto pytań,usg gdzie wyleżeć przy skurczach to jakiś dramat.Przed połnocą byliśmy już na porodówce.Już albo dopiero.A tam kolejne leżenie tym razem pod ktg.Mąż bardziej przejęty całą sytuacją niz ja,kategorycznie stwierdził,że mnie nie zostawi.Masował plecki,trzymał za rękę,podawał wodę.

      Wikunia źle wstawiła się główką i był mały problem.Jednak po 35 minutach parcia w końcu pojawiła sie na świecie-owinięta pępowiną.Nie płakała jak położna położyła mi ją na brzuchu.A ja...wpadłam w panikę.Trzęsłam się cała z zimna,zmęczenia i emocji.Słyszałam tylko jak mój mąż powtarzał ,że wszystko jest dobrze bo płacze.A ja nadal jej nie słyszłam i koszmar sprzed dwunastu lat powrócił.W końcu podali mi małe, kwilące zawiniątko i odetchnęłam z wielką ulgą.Dwie godziny na porodówce minęły nam bardzo szybko.Od północy do 2.35 kiedy to na świat przyszedl nasz drugi cud.Nasze wspólne chwile tuż po porodzie tez szybko minęły.

      Położne bardzo mi pomgły,zajęły się mną na prawdę profesjonalnie.Jestem im bardzo wdzięczna.Jednak najbardziej pomógł mi mój kochany mąż.Świadomość,że jest ze mną bardzo mi pomogła.Dziękuję Ci kochanie,że byłeś z nami.

      Wikunia

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Jak Wiktoria przyszła na świat czyli wspomnienia z porodówki”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      ewelina3024
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 10 czerwca 2013 18:02

Kanał informacyjny