Wpisy

  • poniedziałek, 29 lipca 2013
    • Kolejny wywiad i trochę o życiu

      Przygotowywałam sie do niego od piątku.Zadwoniła do mnie pani z Hiszpanii.Znalazła informacje na nasz temat w internecie i chciała napisać artykuł o Adrianku.Dziewczyny pytają, jak ja to robię,czy mam jakieś znajomości.Otóż,może trudno w to uwierzyć,ale nie.Dziennikarze sami się ze mną kontaktuja z różnymi propozycjami.Takie nagłośnienie jest dobrą sprawą,wiele osób dzięki kilku reportarzom wyraża chęć pomocy.

      Adrian nadal musi być intensywnie rehabilitowany,a koszty są ogromne.Intensywnie rośnie i ścięgna muszą za nimn nadążyć.A nie zawsze tak sie dzieje nietety.Dlatego też musiał przejść ostatni zbieg polegający na wstrzyknięciu do partii mięśni odpowiedniej ilości leku.

      Na zabieg pojechał z tatą.Przez swoją pracę wiele takich zabiegow odbyło się pod jego nieobecność.Ostatnie wyjęcie śrub przeżył bardzo.Widział wszystko od początku do końca.Ale to był tylko mały zabieg,gdzie na drugi dzień wrócilismy do domu.Najgorsza operacja była dwa lata temu.Do dzisiaj pamiętam tą swoją bezsilność.Mogłam tylko trzymać dziecko za rękę,a on tak strasznie cierpial...

      Ale to już było i mam madzieję,że nie będziemy musieli przeżywać tego po raz kolejny.

      Co do naszej drugiej pociechy rośnie i jest kochaną,cudowną śmieszką.Inne macierzyństwo,inne dziecko.Czasem nie moge uwierzyc w moje szczęście.W końcu mam przy sobie mojego kochanego faceta,dwoje cudownych dzieci.Życie nie szczędzi nam jednak atrakcji.Ostatnio mnóstwo nerwów,zapalony samochód na autostradzie,straty finasowe.Ale to nie jest ważne.Najważniejsze,ze wszystko dobrze sie skończyło i M...szczęśliwie do domu wrócił.

      Cieszymy sie z każdego dnia.Życie pewnie jeszcze jakieś kłody pod nogi nam rzuci.bo gdzyby było inaczej,to nie byłoby nasze życie.Chyba zostaliśmy zaprogramowani do takich ciężkich sytuacji.Wiem,że w dzisiejszych czasach nikomu nie jest lekko,dlatego nie użalamy się tylko ciągniemy do przodu.Dostałam od losu dużo,aż czasem boję się chcieć więcej.A największa nagroda to powrót M... i narodziny córeczki.Cała reszta może dla mnie nie istnieć.Za swoje dzieciaki oddać życie to za mało.

      dzieci

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      ewelina3024
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 29 lipca 2013 12:16
  • środa, 17 lipca 2013
    • Problem "mlekodajki"

      Macierzyństwo służy nam, a jakże.Nawet nie wiedziałam,że tak potrafi zmienić człowieka.I to chyba na lepsze.Jestem o wiele spokojniejsza,już nie wkurzam sie tak jak wcześniej.Wiktoria daje mi tyle szczęścia i radości.Uwielbia swojego starszego brata,a i on świata poza nią nie widzi.

      Mielismy małe problemy,ale jakoś sobie poradziliśmy.Bardzo chciałysmy sie karmić,więc innej opcji nie było.No i na początku było super.Z drugim dzieckiem zawsze jakos łatwiej idzie.Po trzech tygodniach córa nie potrawfiła szeroko otworzyc buźki i ponadrywała swoje "mlekodajki".Przetestowałm chyba wszystkie maści,ale zawzielam sie,że będe karmic i koniec.Udało się.No ,ale co by tak pieknie nie było,po kolejnych tygodniach dostała w buźce pleśniawek i poszło wszystko znowu na te nieszczęsne "mlekodajki".Ból przy karmieniu ogromny.Ryczałam,zaciskałam nogi, ale karmiłam.W ruch poszły kolejne maści i kapturki ochronne do karmienia.Na kapturkach wytrzymałysmy pól dnia i jedną noc.Mała nie najadała sie dobrze,w nocy budziła się co godzina.Po nocce okazało się,ze mimo karmienia jedna pierś nie opróznia się.Twarda,boląca...

      Zastanawiałam się co jeszcze będzie stało na przeszkodzie naszemu karmieniu.Na szczęście zastój został rozgoniony.Moja druga połówka juz zaczęła mówić"daj sobie spokój z tym karmieniem".Nie mógł patrzeć na moje ryki podczas karmienia.Ale ja oczywiście twarda i nie poddam się.No i się nie poddałam.Dziś jest lepiej,chociaż jeszcze bez rewelacji.Teraz karmienie przynosi nam cudowne chwile i baaaardzo to lubimy.

      Zachwala się karmienie naturalne,ciągle słyszy sie o jego plusach.Ale są również i minusy,o których niestety nie mówi sie głośno.Minusy,które można pokonać, jeśli tylko tego się chce.Jesteśmy takim przykladem,ale pewnie jest mnóstwo takich kobiet.No to tak po krótce o naszym karmieniu.

      Dni mijaja nam strasznie szybko i nie mogę nadziwić się, jak ta nasza druga pociecha zmienia się.Jest wesołą dziewczynką,większość dnia, jak ma towarzystwo śmieje sie gaworzy.Jest kochanym dzieckiem.Adrian wogóle nie jest zadrosny.Jest bardzo pomocnym dzieckiem-rzuci okiem na siostrę,gdy trzeba na chwilę wyjśc z domu.Przytula,całuje...Jest kochanym dzieciakiem.

      W tym roku na turnus nie pojedzie,ale wcale nie jest zrozpaczony z tego powodu.Rehabilitujemy sie nadal kilka razy z tygodniu,a i Adrian przestał się buntować.Ciekawe na jak długo,ale co tam.Wszystko jest do przeżycia to i kolejny bunt przetrwamy.W końcu co nas nie zabuje,to nas wzmocni.

      dzieci

      dzieci

      Wika

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Problem "mlekodajki"”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      ewelina3024
      Czas publikacji:
      środa, 17 lipca 2013 19:49

Kanał informacyjny