Wpisy

  • wtorek, 21 sierpnia 2012
    • Trzynaście lat

      Wspólnych lat,lżejszych albo cięższych.Ale mimo wszystko szczęśliwych.21 sierpnia 1999 roku powiedzieliśmy sakramentalne "tak".Niestety nie jest nam dane spędzić wspólnie tego dnia.My nadal w Busku,mąż w pracy.Ale odbijemy sobie po naszym powrocie.

      Jakie było te 13 lat? Czasem ciężkie,czasem troszkę lżejsze,przepełnione nasza miłością.Dziś życzyłam mojemu mężowi kolejnych 113 lat.Stwierdził,że tyle wytrzyma,bo będą to lata za mną.

      Czego jeszcze bym nam życzyła?Przede wszystkim spokojnego życie,bez większych wzlotów i upadków.spełnienia naszych marzeń,aby nasza miłość nigdy się nie wypaliła.

      Bardzo Cie kocham mój Mężu.

      nasz slub

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Trzynaście lat”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      ewelina3024
      Czas publikacji:
      wtorek, 21 sierpnia 2012 09:12
  • poniedziałek, 13 sierpnia 2012
    • Tydzień za nami

      Turnusowy tydzień za nami.Minął szybko i mimo początkowych kłopotów,minął nam spokojnie.Adrian troszkę już wymęczony ,nawet nie zabiegami.Poranne wstawanie bardzo go męczy.W domu potrafił spać do 10,a tu o 6.15 trzeba być już na nogach.Nasz lekarz z urlopu wrócił,więc będę wiedziała niebawem,jak tylko uda mi się go złapać,co dalej ze śrubami.Być może ustali już termin kolejnego pobytu na ich wyjęcie.Dobrze,że mąż będzie już z nami,bo póki co myśl o kolejnej operacji po prostu mnie przeraża.Lekarza mamy cudownego.Potrafi w bardzo delikatny sposób wytłumaczyć wszystko rodzicowi,podnieść na duchu gdy tego potrzebujemy.

      Jeśli chodzi o moje samopoczucie ,nie jest źle.Wyszłam w końcu z domu i jestem wśród ludzi.Mimo to już bym chciała wracać.

      Spotkaliśmy wielu starych znajomych.Poznani w październiku ciągle dzwonią i nadal kontakt utrzymujemy.Czy się jeszcze spotkamy,nie wiadomo.Dobrze,że mamy internet i telefony.

      Na "Górce" przez tyle lat poznaliśmy wiele wspaniałych osób.Często turnusy coroczne ustalamy sobie w jednym terminie,aby znowu móc się zobaczyć.Pochodzimy z różnych zakątków Polski,a czasem nawet i zagranicy.Dzielą nas setki kilometrów,a okazję do spotkań tylko raz w roku.

      Między dziećmi nawiązują się przyjaźnie.Adrianek bardzo często wspomina swoją koleżankę Oliwcię,z którą byliśmy przez kilka lat.Nawet na tej samej kwaterze mieszkaliśmy.Różnica między nimi spora,bo cztery lata,ale dogadywali się świetnie.Do dzisiaj wspomina ich zabawy w szafie.

      Co będzie wspominał z tego turnusu,to się jeszcze okaże.Dwa tygodnie jeszcze przed nami więc wiele może się wydarzyć.Dobrego oczywiście.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      ewelina3024
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 13 sierpnia 2012 08:34
  • piątek, 10 sierpnia 2012
    • Na turnusie i rozcięta głowa

      Pierwszy turnusowy tydzień za nami.Ale nie obyło się bez przygód.Adrianek nie zostaje w szpitalu.Jest możliwość zabierania dzieci na kwaterę,więc my z tej możliwości korzystamy.W poniedziałek wieczorkiem,już wykapany,chciał szybko napić się wody.Zrobił to tak niefortunnie,że upadł na stojącą w pobliżu szafkę z telewizorem.Stwierdził,że trochę boli i posmerał się po głowie.No i już więcej nie trzeba było.Ręka cała we krwi,a głowa nadal boli.Nie mogłam tego w ogóle zatamować.Już przez głowę przeszła mi myśl,że wpakuję go do samochodu i na "Górkę" podjedziemy.Na szczęście jednak krwotok udało się zatrzymać.Po obejrzeniu głowy nie wyglądało to źle.Więcej chyba strachu było.

      Kolejne dwa tygodnie jeszcze przed nami.Mamy 91 zabiegów rozpisanych na cały turnus.Adrianek dzielnie wszystko znosi,póki co zmęczenie jeszcze bardzo nie daje o sobie znać.Zobaczymy co będzie pod koniec turnusu.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Na turnusie i rozcięta głowa”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      ewelina3024
      Czas publikacji:
      piątek, 10 sierpnia 2012 09:00
  • niedziela, 05 sierpnia 2012
  • piątek, 03 sierpnia 2012
    • Dzisiaj tak jakby kiepskawo...

      Samopoczucie moje dzisiaj istnie do dupy.Rozmowa poranna z mężem chyba pogorszyła sprawę.Tak bardzo chciał się ze mną zobaczyć,choć na chwilkę.Nie wiedziałam,że ja z nim chyba jeszcze bardziej.Krótka rozmowa na skypa przed jego wyjście do pracy....a potem pustka,smutek,samotność.Jeszcze dziecko poszło na wieś,to już wo ogóle cisza w domu totalna.

      Torby już spakowane,ale sama nie wiem po co.Tak bardzo nie mam ochoty ruszać się z domu.Adrian oczywiście swoje fochy również pokazuje,bo on nie chce jechać i.t.d.Z drugiej strony Busko kojarzy mu się tylko z tymi złymi rzeczami.Teraz nie będzie jego ulubienicy,więc i chęć do wyjazdu nie wielka.

      Małżonek dzielnie dąży do powrotu do domu.Jeszcze tylko parę spraw do załatwienie.Nie wiem,jak ten miesiąc wytrzymam.Codziennie myślę tylko o jednym.Zgłupieć można.Wstaję rano-myślę ,popołudniu-myślę,kładę się spać i ta sama myśl krąży po głowie.Mam nadzieję,że już niebawem będę najszczęśliwszą kobietą pod słońcem.Wspólne dni,może nie każdy,wspólne wieczory...Tak bardzo tego brakuje.

      Czy będziemy potrafili żyć razem,pewnie tak.Chociaż musimy na nowo nauczyć się pewnych rzeczy.13 lat rozłąki zrobiło małą pustkę w naszym życiu.Ale bardzo kocham swojego męża i wiem,że on mnie też.Miłość potrafi wiele,a jak będziemy już razem będzie nam łatwiej.Mam nadzieję,że to co najgorsze już za nami.

      Pewne życiowe decyzje zaważają na życiu innych.Nie było innego wyjścia.Ach tak,było.Można wpakować się w kredyty,latami je spłacać i walczyć o dziecko.Wiem,że ludzie tak robią.Sprzedają nawet swoje domy,aby pomóc dziecku.Ale u nas pojawiła się propozycja wyjazdu w odpowiednim momencie.Jednak  powiedziałam już dość!!!!Albo rodzina,albo pieniądze.Kasa jest,jutro nie ma.Rodzinę ma się jedną,albo chce się ją mieć ,albo nie.

      Ostatnie trzy lata były bardzo trudne.Kłopoty z Adriankiem,nie wyrozumiały szef....Szkoda słów.Na szczęście mój mąż potrafi na swoim postawić.Operacja Adrianka przesunęła.Urlop zaplanowany przez wzgląd właśnie na nią.A tu wiadomość,że wszystko miesiąc wcześniej.Nie wiele się zastanawiając zadzwonił do szefa o 23 w dniu operacji,że jutro do Polski jedzie.

      I był z nami,już po operacji,ale to nie ważne.Gdyby nie on,ciężko by mi było przejść przez to wszystko samej.No,może nie byłam sama-miałam rodziców i przyjaciółkę-ale czułam się bardzo samotna.

      Daliśmy radę,bo jesteśmy na siebie skazani,bo nie potrafimy bez siebie żyć.Jeden dzień bez telefonu,bez usłyszenia kochanego głosu to dzień wstrętny,okropny,choćby nie wiem jak było dobrze.

      Teraz już to pomału do przeszłości przechodzi,chociaż nikt nie wie,jaka przyszłość nas czeka.Ja chciałabym aby była kolorowa,nasze marzenia aby się spełniły.Maleńkimi kroczkami parę z nich już się spełniło-chcieliśmy mieć dziecko-mamy,prosiliśmy Boga,aby nam go nie zabierał-i nie zabrał.

      Reszta naszych marzeń też się spełni.Teraz będziemy razem,a to najważniejsze.Co dalej-czas pokarze.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Dzisiaj tak jakby kiepskawo...”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      ewelina3024
      Czas publikacji:
      piątek, 03 sierpnia 2012 16:14
  • środa, 01 sierpnia 2012
    • Co porafi niezwykła przyjaźń i troszkę o miłości

      Wybierając rasę pieska,jakiego chcielibyśmy mieć, sugerowałam się argumentami mojego mężusia.Troszkę wtedy sceptycznie do tego podchodząc,nie wierzyłam w to co mówił.Ale uległam namowom,pojechaliśmy pieska zobaczyć i...zakochałam się w nim od pierwszego wejrzenia.Już wiedziałam,że musi być nasz.

      Z czasem jak zaczął rosnąć,zaczęła tworzyć się niewidzialna więź między nim ,a naszym dzieckiem.Mąż miał rację-owczarki niemieckie to bardzo mądre psiaki.Nasz jeszcze młody,bo ma dopiero piąty miesiąc,ale nie zamieniłabym go na żadnego.

      Nie myślałam,że kupując psiaka do "prywatnej dogoterapii",tak się rozwinie miłość Adrianka do Rockyego i odwrotnie.Mogliby całe dnie spędzać razem i im się to nie znudzi.Warto mieć takiego przyjaciela.

      Adriani Rocky

      Miłość,przyjaźń,zaufanie rodziła się między nimi powoli.Tak jak kiedyś rodziła się miłość do mojego maluszka.Nikt nie jest przygotowany na wychowywanie niepełnosprawnego dziecka.Ale można się tego nauczyć,można nauczyć się życia z takim dzieckiem.Można nauczyć się kochać je ogromną,bezwarunkową miłością.A dzieciaki tą miłość odwzajemniają.Powtarzające się słowa "kocham cię mamo" za każdym razem są tak samo wzruszające.Przytulenie czy buziak na dobranoc nie zawsze da nam spokojna noc.Ale nawet po ciężkiej,nieprzespanej nocy,witający cię rano uśmieszek i "dzień dobry mamo"daje siły na kolejny trudny dzień.Na każdy kolejny dzień walki.

      Wczoraj w rozmowie ze znajomą usłyszałam,że gdyby ona miała tak chore dziecko ,chyba by się powiesiła.Czy Wam,Kochane Mamy,a może Kochani Rodzice dzieci niepełnosprawnych taka myśl przeszła przez głowę??

      Moje dziecko ma prawie 12 lat i nigdy tak nie pomyślałam.Przecież on ma tylko nas.Kto by mu pomógł,kto motywował by do dalszego wysiłku?

      Nie mogę powiedzieć,że zawsze jest kolorowo.Na początku miałam chwile buntu,dlaczego właśnie moje dziecko cierpi.Ale teraz wiem,że każdy ma chwile słabości.Każdy ma do tego prawo.

      Ale nie każdy może zaznać tej wspaniałej miłości,jaką dają niepełnosprawne dzieci.Nie da się jej opisać.I nie da opisać się uczucia,jakim darzą dzieci ich rodzice.Nie da się,bo to jest wyjątkowa miłość.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Co porafi niezwykła przyjaźń i troszkę o miłości”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      ewelina3024
      Czas publikacji:
      środa, 01 sierpnia 2012 15:02

Kanał informacyjny