Wpisy

  • piątek, 26 października 2012
    • Apel i wakcaje sprzed lat

      Wieczory coraz dłuższe i jakże samotne.Jeden z takich wieczorów zaowocował kolejnym apelem o pomoc dla Adrianka.

       apel

      Przez głowę przechodzi mi czasem myśl,jak mało brakowała,a mogło go z nami nie być.Ile siły ,woli walki i życia kryło się w tak maleńkim ciałku(930g).Ale jest z nami i to jest najważniejsze.

      Po operacji i  zdjęciu szwów jakby śladu nie było.Blizny są oczywiście,ale świetnie się goją.Dni lecą nam strasznie szybko.Ale to chyba i dobrze,bo wraz z kończącym się rokiem opuszczają mnie siły.Już nie mogę doczekać się świąt,kiedy to będę mogła odpocząć z moimi chłopakami.Już nawet nie ważne jest to,że kilka dni przed trzeba w kuchni spędzić.Uwielbiam ten czas.Zawsze ładują mi się akumulatory.

      No ale póki co na ziemię zejść trzeba.Czekamy na tatę i męża,który za dwa tygodnie na urlop przyjedzie.Jak bardzo bym chciała,aby nasze plany zostały zrealizowane.Mam tylko nadzieję,że kolejny rok przyniesie nam więcej dobrego niż w tym roku

      Z drugiej strony,nigdy nic nie planowaliśmy.Żadnych wyjazdów na wczasy, żadnych wypadów na łono natury.Zawsze wszysto było spontaniczne i najlepiej się bawiliśmy.Pamietam jak jednego roku,mąż na urlop przyjechał.Mielismy odpoczywać w domu i napjać się swoja obecnością.A nic bardziej mylnego.Już za dwa dni o 7 rano byliśmy spakowani i jechaliśmy na wczasy.Nie mając  zarezerwowanego miejsza noclegowego,dobrze nie wiedząć do jakiego miasta jedziemy.Wiedzieliśmy tylko,że obieramy kierunek nad morze.

      Dojeżdżajać do małego miasteczka,zatrzymaliśmy się pod sklepem,co by języka o kwatery zasięgnąć.Zmęczeni,po całym dniu jazdy z małym dzieckiem w samochodzie(Adrian miał wtedy cztery latka).Pani informacji udzieliła,wskazała kierunek w którym mamy się udać,zostało tylko tam dojechać.Mąż do samochodu,odpalamy a tu nic.Samochód nie chce zapalić a i jeszcze kluczyk ze stacyjki wyjść nie chce.Pierwsze co nam do głowy przyszło,to znaleźć komisariat policji.Tam nam na pewno pomogą.Komisariat ,a jakże jest,ale zamknięty na cztery spusty.Andrzej poszedł pomocy szukać,a ja z dzieckiem jakiegoś nocelgu.

      Finał twego był taki,że stacyjkę trzeba było rozbierać,a samochód odpalać ze śrubokręta.Ale to był tylko początek.Znaleźliśmy panią,która chętnie kwaterę nam pokazała.Warunki takie sobie,pokoje świetne,ale nie zamykana łazienka.Cisza,spokój…Do godziny drugiej w nocy,gdzie to zaczęli schodzić się mieszkańcy tej oto kwatery.Andrzej wstał,prosił,uciszał…Miarka się przebrała,gdy o 6.30 usłyszeliśmy”Żarcie podano!”Okazało się,że mieszkało tam 12 mężczyzn na delegacji.Bardzo szybko za noc zapłaciliśmy i już nas nie było.

      Pojechaliśmy na kolejną kwaterę.Mieliśmy jeszcze dwa adresy.Kolejna wydawał się świetna-blisko plaży,podwórka,na którym można odpocząć.I kolejny ząk….W środku brudno,śmierdząco,brrrr.To było straszne.

      Ostatnią nadzieją był kolejny adres.Zajechaliśmy,śliczne podwórka,altanka,grill.Pokój dla dziecka i dla nas,łazienka i kuchnia tylko do naszej dyspozycji.Ludzie przewspaniali,otwarci,no po prostu bajka.

      Byliśmy tam tylko cztery dni,ale był to nasz najlepszy wypoczynek.Odpoczęłam jak jeszcze nigdy dotąd.

      Nasz pokój

      pokój

      Pokój Adriana

      pokój

      A to my,te kilka lat do tyłu...

      Tolkmicko

      I moje chłopaki. 

      chłopaki

      Tolkmicko

      Po dwóch latach wróciliśmy do Lili i Leszka,tym razem już na dwa tygodnie.

      Fajnie tak powspominać wakacyjne przygody.Zwłaszcza teraz,gdy taka plucha za oknem.

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Apel i wakcaje sprzed lat”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      ewelina3024
      Czas publikacji:
      piątek, 26 października 2012 10:15
  • środa, 17 października 2012
    • Rozmyślania

      W poniedziałek zmarła moja babcia przeżywszy lat prawie 90.Dożyła sędziwego wieku,wiele lat lepszych i gorszych miała za sobą.I to nasunęło mi myśl,jak z jednym człowiekiem można się zżyć,a z drugim nie koniecznie.Jak bardzo przeżywa się śmierć,której człowiek się nie spodziewał,albo spodziewał,ale nie teraz.

      Kiedy zmarła moja pierwsza babcia,bardzo jej śmierć przeżyłam.Byłam wściekła na wszystkich i wszystko dookoła.Długo nie mogłam wejść do jej domu,w którym mieszkał przecież jeszcze dziadek.Wchodząc ciągle miałam jej obraz przed oczami.Otrząśnięcie się z tego wszystkiego zajęło mi rok.Miałam wtedy 14 lat.Smutek i żal przeżywałam w samotności.Widziałam ,jak cierpią najbliżsi po jej śmierci i myślałam,że każdy powinien przeżyć to po swojemu.W samotności.

      Babcia zmarła mając 60 lat po ciężkiej chorobie nowotworowej i w ogromnym cierpieniu.To ona mnie wychowała i pokazała wartości życiowe,które będą dla mnie w przyszłości ważne.Zawsze była dla mnie autorytetem i tak  bardzo mi jej brakuje.

      Drugiej babci,która zmarła w poniedziałek nawet dobrze nie znałam.Wiedziałam,że jest,gdzie mieszka i do czasu do czasu spotykaliśmy się ,ale szczerze,nic do mojego życia nie wniosła.Sięgając wstecz pamięcią nie mam żadnych wspomnień z dzieciństwa z nią związanych.

      Podobnie było również u mojego męża.Jedna babcia go wychowała i była wspaniałą kobietą,a druga,no cóż.Nie zawsze miała dla niego czas.

      Nasze babcie bardzo wiele wniosły w nasze życie.Mam nadzieję,że Adrian kiedyś też o swoich babciach będzie mógł powiedzieć,że wiele znaczyły w jego życiu.Pokazały mu rzeczy,które mogą pokazać tylko babcie.

      Dla wszystkich kochanych Babć,które cień światełka i nadziei na przyszłość dały swoim wnukom [*][*][*]

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Rozmyślania”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      ewelina3024
      Czas publikacji:
      środa, 17 października 2012 09:32
  • poniedziałek, 15 października 2012
    • Dzień Dziecka Utraconego

      Jest taki dzień,w którym serce krwawi chyba bardziej.Bardziej czuje się pustkę,bezradność i słyszy się w głowie pytanie"dlaczego?".Ciężko jest pogodzić się ze stratą,ale przecież trzeba żyć dalej...

      Dla syna,który jest całym światem.

      A za miesiąc obchodzimy Światowy Dzień Wcześniaka.A jak się ma nasz wcześniaczek?Mogę powiedzieć ,że świetnie.Chodzi do szkoły,mimo szwów,które zdejmujemy w czwartek.Dzisiaj zaczyna terapie indywidualną z rehabilitantką po krótkiej przerwie.Dni płyną nam szybko,aż czasem wydaje się,że za szybko.Zdrówko dopisuje,a to najważniejsze.

      Dziecko moje co rusz nowe zajęcia dodatkowe sobie wynajduje.Teraz upodobało mu się zostać harcerzem.Nie wiem,skąd on bierze na to wszystko siły.Szkoła,zajęcia dodatkowe,rehabilitacja po szkole...Ale jakoś daje radę i jestem z niego dumna.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Dzień Dziecka Utraconego”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      ewelina3024
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 15 października 2012 12:28
  • sobota, 06 października 2012
    • Już po strachu

      Jesteśmy po zabiegu i już w domku.Ale od początku.

       

      Wyruszyliśmy o 5.30,do szpitala dotarliśmy w miarę sprawnie.Przyjęcie,oczywiście papierkowe formalności i na oddział.Adrianek miał iść jako drugi do zabiegu.9.15 dostał „głupiego Jasia” no i fazy po nim się zaczęły.O 10 zabrali go na blok operacyjny.Obawiałam się kolejnej narkozy,a właściwie tego,co będzie po niej.Po poprzedniej operacji bardzo ciężko to zniósł.

      Po półtorej godzinie pielęgniarki przywiozły Adrianka z powrotem na oddział.Rozmowny,kontaktował wszystko i bardzo trząsł się z zimna.Znieczulenie puszczało powoli i tym razem nie było takie straszne.Po kilku godzinach już rozwiązywał z tatą krzyżówki.Nie płakał,nic go nie bolało.O 18 zjadł kanapkę z masłem i nie było mu niedobrze.Ostatnim razem strasznie się umęczył.

      Siedzieliśmy w szpitalu do 22.W nocy na zmianę z mężem patrzyliśmy na telefony,czy czasem Adrianek nie dzwoni.Przed 6 byliśmy już w szpitalu.Adrianek już nie spał,przywitał nas uśmiechem.I co najważniejsze całą noc przespał bez środków przeciwbólowych.

       

      Po 7 przyszedł nasz lekarz,obejrzał rany,zapytał czy nic nie dolega i zapytał,czy chcemy jechać do domu.Ba,pytanie-pewnie,że chcemy.I tak w czwartek,dzień po zabiegu wróciliśmy do domu.Adrianek cały czwartek przeleżał w łóżku.Nie mógł chodzić,bo ciągnęły go plastry przyklejone na opatrunku.ale już w piątek opatrunki zmieniłam i dziecko chodzić zaczęło.Jeszcze były małe problemy z siedzeniem,więc na pół leżąco wszystko było robione.ale dzisiaj sam do łazienki poszedł,usiadł najpierw na łóżku,potem na krzesełku.

      Bardzo się cieszymy,że tak wszystko dobrze się skończyło,chociaż kosztowało nas to mnóstwo nerwów.Najważniejsze,że żadna blokada psychiczna tym razem się nie pojawiła i mam nadzieję,że niebawem do szkoły Adrianek wróci.Czeka nas jeszcze zdjęcie szwów 18 października.

      Bardzo dużo siły dał mi mój mąż.Nie czułam się tak bardzo samotna w swoich nerwach i bólu.Trzymał się dzielnie,chociaż dopiero po wszystkim przyznał,jak bardzo się denerwował.Wracając w czwartek do domu widziałam,jak bardzo jest zmęczony.Ja wcale nie byłam lepsza.Jeść nie mogliśmy jeszcze długo.Czwartek po południu pierwszy,normalny posiłek od dwóch dni.

      Nie ma co rozpamiętywać tego co było.Adrianek spisał się na medal,był bardzo dzielny,a najważniejsze,że wszystko już za nami.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Już po strachu”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      ewelina3024
      Czas publikacji:
      sobota, 06 października 2012 12:15

Kanał informacyjny