Wpisy

  • wtorek, 17 września 2013
    • O wszystkim i o niczym

      Czytając blogi innych zastanawiam się jak oni to robią.Blogi są ciekawe,wpisy czyta się z zapartym tchem.A mój jest czasem taki ni z gruszki,ni z pietruszki.Piszę o wszystkim i o niczym.Ale czyż nie właśnie po to one są?

      Właśnie.Można przelać swoje myśli i być może poczuć się lepiej.Są sprawy,o których nie potrafi się rozmawiać nawet z najbliższą osobą.Albo ta najbliższa osoba po prostu nie ma ochoty cię słuchać,rozmawiać.I co wtedy?Dusi się w sobie wszystko,zaciska zęby i robi dobrą minę do złej gry.Czasem ma się gorsze dni,ale nikt tego nie zauważa.Musisz być szczęśliwa,zadowolona,wszystko w domu musi być dopięte na ostatni guzik,choć czasem nogi w dupę wchodzą.Nasuwa się pytanie,co z tym szczęściem?Otóż jestem szczęśliwa,żeby nie było,że baba zrzędliwa narzeka.Dzieciaczki zdrowe,więc tylko się cieszyć.Druga połówka po całych dniach w pracy,a ja sama w czterech ścianach.I codziennie widzę cudowny uśmiech naszej śmieszki,codziennie po kilka razy słyszę jej płaczki.Czy czegoś mi brakuje?Owszem.Coś się zmieniło,coś chyba pękło.Zainteresowanie,bo na pewno nie uczucie.Brakuje wspólnych chwil,rozmów.Bliskości.Kiedyś wszystko było inne,spontan.I to było cudowne.Teraz wszystko troszkę się przygasiło.Dzieci pochłaniają całą naszą uwagę.Zmęczenie daje o sobie znać.No cóż,życie.

      Mam to co chciałam.Dwójkę dzieci i drugą połówkę przy sobie.Nie narzekam,staram się jak każda mama.Miałam obawy,czy kolejne dziecko będę umiała pokochać.Tek chyba myśli wiele osób.Jednak wystarczyło tylko jedno spojrzenie i pojawiła się ogromna miłość do nieznanej dotąd kruszynki.Już nie myślę,że jedno z dzieci może czuć się źle.Wiadomo,córcia pochłania więcej mojej uwagi i bardziej mnie potrzebuje.Syn to rozumie,ale tez jest moją kochana przyklejką.Nie zaśnie bez buziaka i przytulenia.

      Czasem myślę,jak potoczyło by się nasze życie gdyby nie Adrian.Czy miałabym w sobie siłę taka,jaka mam w sobie teraz?Czy potrafiłabym tak walczyć o swoje?Czy byłabym taką osoba,jaką jestem dzisiaj?Pewnie nie.To właśnie on nauczył mnie być silną.Dla niego pojawiła się w nas ogromna siła.

      Kolejny artykuł dał mi troszkę do myślenia.Ludzie postrzegają nas w różny sposób.Jedni podziwiają,inni współczują.I to drugie jest chyba najgorsze.Nie potrzebujemy współczucia,tylko czasem odrobinę pomocy.Nie dałabym rady bez wsparcia kochanej osoby.Czasem chciałam udowodnić,że z małej,cichej kobietki stałam się tygrysicą.I to taką,która potrafi pokazać pazurki.A nauczyło mnie tego moje dziecko,życie i wola walki.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „O wszystkim i o niczym”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      ewelina3024
      Czas publikacji:
      wtorek, 17 września 2013 15:18
  • czwartek, 29 sierpnia 2013
    • Czas pędzi jak szalony

      Jak nam się żyje? Inaczej.Życie z chorym i zdrowym dzieckiem różni się diametralnie.

      Wiktoria to oaza spokoju i radości.Adrian natomiast straszny nerwus.Ale inna ciąża,inne dzieci. Powtarzam się już chyba.Większość czasu spędzam z dziećmi sama.Chodzimy na spacerki,chociaż czasami brakuje mi kontaktu z innymi ludźmi.Szybkie zakupy to nie to samo.Godzinka i trzeba być z powrotem w domu.Nie żebym narzekała.Kocham swoje dzieciaczki i wielką radością jest dla mnie spędzanie czasu z nimi.Ale czasem taka chwilka dla naładowania akumulatorów też by się przydała.

      Chciałabym móc się wyłączyć na chwilę,nie słyszeć nic ani nikogo,zanurzyć się w krainę dobrej książki…Ta,mogę zapomnieć.Czasem nie wiem w co ręce wsadzić,ale tak maja pewnie wszystkie mamy.Jak syn nam podrastał,mogliśmy mieć czas dla siebie.Nie wymagał już tak dużej naszej uwagi,świetnie dawał sobie radę sam.I wtedy czegoś nam brakowało.Znowu poczułam pustkę,jak wtedy,gdy byliśmy jeszcze tylko we dwoje.I chyba właśnie to uczucie przerażało mnie.Nie czułam się gotowa na kolejną ciążę,chociaż bardzo chciałam mieć drugie dziecko. Nie wiem ,czy ktoś mnie zrozumie,ale tak właśnie wtedy czułam.Bałam się,cholernie się bałam.Kiedyś bardzo mądra osoba powiedziała,że najgorzej jest zdecydować się na ciążę,bo później już samo „bycie w niej” nie jest takie straszne.Powiedziała to mama wcześniaka.Godziny rozmyślań i w końcu decyzja zapadła.Ale jak to zwykle bywa nie szło nic po naszej myśli.

      Teraz jestem bardzo szczęśliwa,choć czasem ogromnie zmęczona.Nasza córa czasem potrafi dać nam w kość.Jak każdy ma lepsze i gorsze dni.

       

      Co do Adriana mam złe przeczucia.Botulina chyba po raz kolejny nie zadziałała tak jak powinna.Prawa noga nie jest zła,za to lewa-dramat.Boję się kolejnej operacji,nie chcę,aby znowu cierpiał.Wiem,że to dla jego dobra,ale jak mu to wytłumaczyć,skoro tyle już w życiu przeszedł.Widzę,że się stara,ale czym szybciej rośnie,tym nogi sa gorzsze.Kolejna perspektywa operacji wisi nad nami jak czarne chmury.Staram się nie myśleć o tym często,ale przecież w ogóle się nie da.W tym roku nie udało nam się nigdzie wyjechać.Teraz pluje sobie w brodę,że może powinnam coś zorganizować.Z drugiej strony od sześciu lat miał w końcu wakacje nie przeplatane wyjazdem turnusowym.No i jak nie jedno,to drugie .I tak źle i tak nie dobrze.Kolejny turnus zaplanowany dopiero na przyszły rok w prywatnym ośrodku.Mam tylko nadzieję,że do tego czasu nic się nie wydarzy i uda nam się tam dotrzeć,pewnie we trójkę.

      Chłoniemy ostatnie dni wakacji,ale mimo tego,że się kończą,wcale nie czuję się wypoczętą.Czas pędzi nam jak szalony.Pamiętam hardkorowy dojazd do szpitala w wykonaniu mojego M… na porodówkę,a to już jutro nasze Szczęście kończy trzeci miesiąc.Nie wiadomo kiedy,a zacznie raczkować,chodzić…

      Nie zdążę tym wszystkim się nacieszyć…

      wika

      dzieci


       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      ewelina3024
      Czas publikacji:
      czwartek, 29 sierpnia 2013 17:22
  • poniedziałek, 29 lipca 2013
    • Kolejny wywiad i trochę o życiu

      Przygotowywałam sie do niego od piątku.Zadwoniła do mnie pani z Hiszpanii.Znalazła informacje na nasz temat w internecie i chciała napisać artykuł o Adrianku.Dziewczyny pytają, jak ja to robię,czy mam jakieś znajomości.Otóż,może trudno w to uwierzyć,ale nie.Dziennikarze sami się ze mną kontaktuja z różnymi propozycjami.Takie nagłośnienie jest dobrą sprawą,wiele osób dzięki kilku reportarzom wyraża chęć pomocy.

      Adrian nadal musi być intensywnie rehabilitowany,a koszty są ogromne.Intensywnie rośnie i ścięgna muszą za nimn nadążyć.A nie zawsze tak sie dzieje nietety.Dlatego też musiał przejść ostatni zbieg polegający na wstrzyknięciu do partii mięśni odpowiedniej ilości leku.

      Na zabieg pojechał z tatą.Przez swoją pracę wiele takich zabiegow odbyło się pod jego nieobecność.Ostatnie wyjęcie śrub przeżył bardzo.Widział wszystko od początku do końca.Ale to był tylko mały zabieg,gdzie na drugi dzień wrócilismy do domu.Najgorsza operacja była dwa lata temu.Do dzisiaj pamiętam tą swoją bezsilność.Mogłam tylko trzymać dziecko za rękę,a on tak strasznie cierpial...

      Ale to już było i mam madzieję,że nie będziemy musieli przeżywać tego po raz kolejny.

      Co do naszej drugiej pociechy rośnie i jest kochaną,cudowną śmieszką.Inne macierzyństwo,inne dziecko.Czasem nie moge uwierzyc w moje szczęście.W końcu mam przy sobie mojego kochanego faceta,dwoje cudownych dzieci.Życie nie szczędzi nam jednak atrakcji.Ostatnio mnóstwo nerwów,zapalony samochód na autostradzie,straty finasowe.Ale to nie jest ważne.Najważniejsze,ze wszystko dobrze sie skończyło i M...szczęśliwie do domu wrócił.

      Cieszymy sie z każdego dnia.Życie pewnie jeszcze jakieś kłody pod nogi nam rzuci.bo gdzyby było inaczej,to nie byłoby nasze życie.Chyba zostaliśmy zaprogramowani do takich ciężkich sytuacji.Wiem,że w dzisiejszych czasach nikomu nie jest lekko,dlatego nie użalamy się tylko ciągniemy do przodu.Dostałam od losu dużo,aż czasem boję się chcieć więcej.A największa nagroda to powrót M... i narodziny córeczki.Cała reszta może dla mnie nie istnieć.Za swoje dzieciaki oddać życie to za mało.

      dzieci

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      ewelina3024
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 29 lipca 2013 12:16
  • środa, 17 lipca 2013
    • Problem "mlekodajki"

      Macierzyństwo służy nam, a jakże.Nawet nie wiedziałam,że tak potrafi zmienić człowieka.I to chyba na lepsze.Jestem o wiele spokojniejsza,już nie wkurzam sie tak jak wcześniej.Wiktoria daje mi tyle szczęścia i radości.Uwielbia swojego starszego brata,a i on świata poza nią nie widzi.

      Mielismy małe problemy,ale jakoś sobie poradziliśmy.Bardzo chciałysmy sie karmić,więc innej opcji nie było.No i na początku było super.Z drugim dzieckiem zawsze jakos łatwiej idzie.Po trzech tygodniach córa nie potrawfiła szeroko otworzyc buźki i ponadrywała swoje "mlekodajki".Przetestowałm chyba wszystkie maści,ale zawzielam sie,że będe karmic i koniec.Udało się.No ,ale co by tak pieknie nie było,po kolejnych tygodniach dostała w buźce pleśniawek i poszło wszystko znowu na te nieszczęsne "mlekodajki".Ból przy karmieniu ogromny.Ryczałam,zaciskałam nogi, ale karmiłam.W ruch poszły kolejne maści i kapturki ochronne do karmienia.Na kapturkach wytrzymałysmy pól dnia i jedną noc.Mała nie najadała sie dobrze,w nocy budziła się co godzina.Po nocce okazało się,ze mimo karmienia jedna pierś nie opróznia się.Twarda,boląca...

      Zastanawiałam się co jeszcze będzie stało na przeszkodzie naszemu karmieniu.Na szczęście zastój został rozgoniony.Moja druga połówka juz zaczęła mówić"daj sobie spokój z tym karmieniem".Nie mógł patrzeć na moje ryki podczas karmienia.Ale ja oczywiście twarda i nie poddam się.No i się nie poddałam.Dziś jest lepiej,chociaż jeszcze bez rewelacji.Teraz karmienie przynosi nam cudowne chwile i baaaardzo to lubimy.

      Zachwala się karmienie naturalne,ciągle słyszy sie o jego plusach.Ale są również i minusy,o których niestety nie mówi sie głośno.Minusy,które można pokonać, jeśli tylko tego się chce.Jesteśmy takim przykladem,ale pewnie jest mnóstwo takich kobiet.No to tak po krótce o naszym karmieniu.

      Dni mijaja nam strasznie szybko i nie mogę nadziwić się, jak ta nasza druga pociecha zmienia się.Jest wesołą dziewczynką,większość dnia, jak ma towarzystwo śmieje sie gaworzy.Jest kochanym dzieckiem.Adrian wogóle nie jest zadrosny.Jest bardzo pomocnym dzieckiem-rzuci okiem na siostrę,gdy trzeba na chwilę wyjśc z domu.Przytula,całuje...Jest kochanym dzieciakiem.

      W tym roku na turnus nie pojedzie,ale wcale nie jest zrozpaczony z tego powodu.Rehabilitujemy sie nadal kilka razy z tygodniu,a i Adrian przestał się buntować.Ciekawe na jak długo,ale co tam.Wszystko jest do przeżycia to i kolejny bunt przetrwamy.W końcu co nas nie zabuje,to nas wzmocni.

      dzieci

      dzieci

      Wika

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Problem "mlekodajki"”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      ewelina3024
      Czas publikacji:
      środa, 17 lipca 2013 19:49
  • piątek, 14 czerwca 2013
    • Wpis bez tytułu

      Po pojawieniu się naszej Kruszynki na świecie znowu wszystko powywracało się do góry nogami.Pierwszy tydzień był jak na wariackich papierach.Ja obolała,szwy po pęknięciu ciągną.Nie przerabiałam tego za pierwszym razem,więc była to zupełna nowość.Być może teraz tez by się bez szycia obyło,ale małe problemy niestety spowodowały pęknięcie.Mała źle wstawiła się główką.Mimo moich starań zablokowała się i przez chwilę wszystko stanęło w miejscu.Decyzja o podaniu oksytocyny i na szczęście ruszyło.Niestety mięśnie nie nadążały z rozciąganiem i oto właśnie mamy efekt.Ale nie ma co rozpaczać,tylko 4 szwy.

      Wikunia urodziła się owinięta pępowiną.Mimo nie ciekawego startu(niska waga i zdiagnozowana hipotrofia wewnątrzmaciczna) świetnie teraz daje sobie radę.Jest bardzo silna,potrafi przekręcić się z plecków na bok mimo swoich dwóch tygodni.Podnosi główkę i jej ulubiona pozycja to na ramieniu mamy w pionie.Wszystko pomału się stabilizuje.Mamy mały problem z pleśniawkami,ale pomału walczymy z nimi.

      Oprócz tego oczywiście Adriana dopadła alergia i strasznie się męczy.W szkole sprzątali boisko ze skoszonej trawy i wczoraj był w strasznym stanie.Oczy czerwone,z nosa cieknie…Na szczęście leki pomogły i dzisiaj jest już trochę lepiej.Koniec roku za pasem i odpoczynek nas czeka,a co za tym idzie również wyjazd Adriana z tatą na kilka dni.Wyjazd obiecany już dawno,więc zobaczymy co z tego wyjdzie.Adrian bardzo chciałby jechać i zobaczyć trochę świata,miasto,w którym tata pracował.

      No a my dwie damy będziemy maiły czas tylko dla siebie.Czasem nie źle zmęczona,ale naprawdę szczęśliwa ze mnie mamuśka.Nadal łapię na tym,że nie wierzę w to,co się wydarzyło.Udało się urodzić zdrowe dziecko i to jeszcze upragnioną córeczkę.

      Na oddziale spotkałam wiele osób,które pracowały tam,kiedy leżałam przez dwa miesiące z Adriankiem.Jedna z pan podsumował,że za to co robiłam z pierwszym dzieckiem,ile się poświęciłam dostałam nagrodę od Boga w postaci zdrowej córeczki.Wcale tak się nie czułam,a poświęcając się dziecku…No cóż,każda matka zrobiła by pewnie tak samo.Znam wiele osób niepełnosprawnych dziec,które walczą  i poświęcają się być może nawet bardziej niż my.

      Dziękuję Bogu za dary,jakie od Niego dostałam-cudownego męża,który zawsze mnie wspiera i jest ze mną,nawet w najcięższych sytuacjach.Za wspaniałe dzieci,bo to właśnie one nadają sens naszemu życiu.

      dzieciaki

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      ewelina3024
      Czas publikacji:
      piątek, 14 czerwca 2013 19:18
  • poniedziałek, 10 czerwca 2013
    • Jak Wiktoria przyszła na świat czyli wspomnienia z porodówki

      29 maja o 17 zaczęły sie inne bóle niż dotychczas.Ale nic nie mówiłam,spacerowałam po ogrodzie.Bóle co raz to mocniejsze,ale ja oczywiście twarda nic nikomu nie powoedziałam.Koło 20  mówię do mojego M...że dzisiaj to chyba już pojedziemy.Ale on juz tak bardzo dawno chciał jechac,że chyba nie bardzo mi uwierzył.Chciałam jak najdłużej wytrzymać w domu.Bujałam się na piłce,klękałam w czasie skurczu.Przed 22 nakazałam  małżonkowi,aby się jeszcze położyl i spróbował zasnąć.Jemu sie udał,mnie już nietstey nie było to dane.Skurcze co 15,potem co 10 minut.W końcu po 23 stwierdzilam,że czas jechac.Budzę wiec mojego  małżonka.On, lekko zestresowany nie bardzo wiedział co robić.Poinstruowany przez małżonkę ze skurczami co 5 minut,że trzeba opiekę do Adrianka no i torby do samochodu.W końcu ruszyliśmy.Wszystkie nakazy i zakazy zlamaliśmy.

      W końcu dotarlismy do szpitala.A tam jak to zwykle bywa sto pytań,usg gdzie wyleżeć przy skurczach to jakiś dramat.Przed połnocą byliśmy już na porodówce.Już albo dopiero.A tam kolejne leżenie tym razem pod ktg.Mąż bardziej przejęty całą sytuacją niz ja,kategorycznie stwierdził,że mnie nie zostawi.Masował plecki,trzymał za rękę,podawał wodę.

      Wikunia źle wstawiła się główką i był mały problem.Jednak po 35 minutach parcia w końcu pojawiła sie na świecie-owinięta pępowiną.Nie płakała jak położna położyła mi ją na brzuchu.A ja...wpadłam w panikę.Trzęsłam się cała z zimna,zmęczenia i emocji.Słyszałam tylko jak mój mąż powtarzał ,że wszystko jest dobrze bo płacze.A ja nadal jej nie słyszłam i koszmar sprzed dwunastu lat powrócił.W końcu podali mi małe, kwilące zawiniątko i odetchnęłam z wielką ulgą.Dwie godziny na porodówce minęły nam bardzo szybko.Od północy do 2.35 kiedy to na świat przyszedl nasz drugi cud.Nasze wspólne chwile tuż po porodzie tez szybko minęły.

      Położne bardzo mi pomgły,zajęły się mną na prawdę profesjonalnie.Jestem im bardzo wdzięczna.Jednak najbardziej pomógł mi mój kochany mąż.Świadomość,że jest ze mną bardzo mi pomogła.Dziękuję Ci kochanie,że byłeś z nami.

      Wikunia

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Jak Wiktoria przyszła na świat czyli wspomnienia z porodówki”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      ewelina3024
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 10 czerwca 2013 18:02
  • poniedziałek, 27 maja 2013
  • czwartek, 16 maja 2013
    • Jaki los czasem lubi być przewrotny

      Zostało nam trochę ponad tydzień do terminu.Dzisiejsza wizyta pokazała,że teraz naszej Kruszynce na świat bardzo się nie spieszy.Ma jeszcze trochę czasu,ale jakby co scenariusz przez lekarza został już ułożony:

      -niedziela-KTG w szpitalu,jakby coś nie było tak jak powinno-zostajemy.Chociaż ta wizja ciągnie się za nami od dłuższego czasu

      -kolejna wizyta 22 maj-jeśli do tego czasu nie urodzę

      -po wizycie czekamy do terminu

      -26 maj-jeśli nic się nie wydarzy,nadal czekamy do 31 i wtedy już na pewno mamy zgłosić się do szpitala

      Ciężko powiedzieć oczywiście,czy scenariusz zostanie dopięty na ostatni guzik,no bo przecież kiedyś musimy się "rozpakować" :)

      Ciszymy się nadal każdym dniem,chociaż już chciałabym zobaczyć i przytulić naszą Kruszynkę.

      Od jakiegoś czasu po głowie ciągle krąży mi data 22 maj,że to właśnie będzie dzień narodzin naszego drugiego dziecka.Jeśli to się sprawdzi,to będę mogła o sobie powiedzieć WIEDŹMA.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Jaki los czasem lubi być przewrotny”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      ewelina3024
      Czas publikacji:
      czwartek, 16 maja 2013 16:52
  • piątek, 03 maja 2013
    • Nasza codzienność

      Codzienność zaczęła nas chyba przytłaczać,przeplatana czekaniem na maluszka.Z niecierpliwością czekam na powrót M…,który jeszcze załatwia sprawy firmowe.Mam tylko ogromną nadzieję,że zdąży przed finałem.Niby to tylko dni,bo ma być w poniedziałek wieczorem,ale jednak wstając codziennie rano przez głowę przechodzi mi myśl:”uff,jeszcze nie urodziłam”.Co raz częściej łapę się na tym,że chciałabym już mieć wszystko za sobą, odpocząć psychicznie. O odpoczynku fizycznym to chyba raczej nie będzie mowy.

       

      Zmęczyła mnie ta ciąża.Wiem,nie brzmi to zbyt optymistycznie.Czuje się już naprawdę bardzo zmęczona.I nie chodzi tu o powiększający się brzuszek.Stres towarzyszący nam od początku był straszny.Troszkę odetchnęłam po 31 tc,ale to dosłownie odrobinę.Wcześniej martwił mnie wcześniejszy poród,teraz chciałabym,aby wszystko dobrze się skończyło i nasza córeczka urodziła się zdrowa.Chciałabym poczuć, jak to jest mieć zdrowe dziecko,bez problemów na starcie,bez nerwów i komplikacji.Oj,chyba za dużo tych „chciałabym…”

      37 tygodni za nami.Czuję,że to już niebawem nastąpi, a i chyba moje ciało do tego wielkiego wydarzenia przygotowuje się. Lekko twardnieje brzuszek, zwłaszcza jak wstaję z łóżka. Nie jest to bolesne-raczej dość nie przyjemne. Od czasu do czasu jakieś lekkie skurcze się pojawiają.

      Wszystkim chyba te ostatnie tygodnie dają się już we znaki.M…nie okazuje,ale wiem,że też strasznie się denerwuje.Adrian ma jakieś dziwne sny.Chyba już troszkę przestały przerażać go nadchodzące zmiany.W gruncie rzeczy dobrze,że maleństwo przyjdzie na świat przed wakacjami.Będzie miał więcej czasu na poznanie rodzeństwa.Trochę mu nawet to wszystko jest na rękę.W związku z zagrożeniem musieliśmy odwołać dwa turnusy na ten rok.Pierwszy miał być w kwietniu-ten jeszcze nie był taki straszny.Miejsce fajne,a i Adrian mile wspomina pobyt tam.Drugi miał być tradycyjnie w sierpniu w Busku.Tam niestety Adrian jeździć nie lubi.Złe skojarzenia,operacje,no i jeździmy tam  od siedmiu lat.Mimo wspaniałych osób tam poznanych nie pałał nigdy radością na wieść o wyjeździe na "Górkę".Może jeszcze tam pojedziemy w przyszłym roku,jeżeli będzie taka możliwość.Z tego co wiem,jak wszędzie tak i na „Górce” nie dzieje się dobrze.

      Jak to dalej będzie ,czas pokarze.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Nasza codzienność”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      ewelina3024
      Czas publikacji:
      piątek, 03 maja 2013 19:25
  • wtorek, 30 kwietnia 2013
    • Co raz bliżej


      36 tygodni skończone.Badanie KTG w normie,jeszcze tylko kontrola wagi w przyszłym tygodniu,ilez to nasze maleństwo urosło.Najgorszy scenariusz jaki przedstawił mi lekarz to skierowanie do szpitala jeśli waga jest za mała,lub wcale z miejsca nie ruszyła.Badanie muszą zrobić,aby sprawdzić co jest przyczyną zahamowania wzrostu.Jeśli będzie coś nie tak,nie czekamy do terminu tylko rozwiązujemy wcześniej.Będzie to już 37 tc i 3 dni,więc ciąża uznać za donoszoną.

      Emocje targają mną naprawdę różne,tak jak chyba każdą mamą oczekującą na pojawienie się maluszka.Bardzo się cieszę,że udało nam się dotrwać tak długo.Z drugiej strony ciągle myślę o kolejnych badaniach.Powtarzam sobie jak mantrę po tysiąc razy dziennie albo i więcej,że wszystko będzie dobrze,że za chwilę będziemy całą czwórką cieszyć się ze zmian,jakie nas czekają.

      No cóż,czekać nam pozostało.Na szczęście mam wspaniałego lekarza,który nie raz jeszcze pewnie mnie zaskoczy-pozytywnie oczywiście.Bardzo ważne jest mieć zaufanego,dobrego lekarza,który jest również człowiekiem.Czasem mam wrażenie,jakby te wszystkie dzieciaczki były jego i tak bardzo troszczy się o przyszłe mamy.W pewnym sensie tak właśnie jest.

      Mam nadzieje odpocząć w ten długi weekend,fizycznie i psychiczne.Czy to się uda,no cóż.Fizycznie może i tak,z tym drugim gorzej.Ale może chociaż na chwilę uda mi się wyłączyć myślenie i cieszyć się z tego co mam.

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      ewelina3024
      Czas publikacji:
      wtorek, 30 kwietnia 2013 09:32

Kanał informacyjny