Wpisy

  • niedziela, 18 listopada 2012
    • Kobieca intuicja i 13 tydzień

      To co nigdy mnie nie zawodzi,to kobieca intuicja.I tak było i tym razem.Mówiłam mężowi,a on,że to nie możliwe,przesadzam.Wizyta u lekarza niczego nie potwierdziła.Badania beta HCG niskie,nie wskazujące na stan odmienny.W badaniu usg nic nie widać,niby jakaś torbiel po lewej stronie na jajniku wielkości 3 mm.Nie było bardzo czasu,aby o tym wszystkim myśleć.Adrian miał mieć kolejny zabieg,więc nerwówka jak nie wiem co.

       

      Po powrocie do domu M… wyjechał do pracy,a ja zaczęłam dopiero liczyć i myśleć.M…miał rację,to nie możliwe.Jak można zajść w ciążę 4 dni po @.No cóż,dałam za wygraną i czekałam kolejne dwa tygodnie.Ale coś mnie jednak tknęło-@ w zeszłym miesiącu jakaś taka dziwna-jakby wcale jej nie było.W tym to już w ogóle mogą zapomnieć.Bóle brzucha po lewj stronie,czasem tak silne,że musiałam barć nospę.Tłumaczyłam sobie tym,że przecież mam torbiel,alekarz ostarzegał,że tak może być.

      Nie mniej jednak dało mi to trochę do myślenia,wystraszyłam się długo utrzymującymi się  bólami,wiec poszłam na wizytę.A tu niespodzianka,bo limit do końca roku wyczerpany i przyjmują tylko w nagłych przypadkach i kobiety ciężarne.Nie dając za wygrana wchodzę do gabinetu,tym bardziej,że byłam umówiona na wizytę kontrolna w sprawie owej właśnie torbieli.Pan doktor przyjął mnie,a jakże, i na USG  zaprosił.No i po 5 minutach już było wszystko jasne.Pan doktor oznajmił-jest ciąża,a „nasza” torbiel ma dziś 11 tygodni i cztery dni.Matko!!!!Najpierw myślałam,że się przesłyszałam,potem ,że fiknę mu na tym łóżku.Jak już trochę ochłonęłam usłyszałam w końcu co lekarz do mnie mówi:”TRZEBA SIĘ CIESZYĆ”.

       

      Oczywiście leki na podtrzymanie brać muszę nadal,w razie jakiś niepokojących dolegliwości od razu na oddział.

      Dziś nasze maleństwo ma 13 tygodni i dwa dni.Czuję się w miarę dobrze,chociaż na początku byłam strasznie zmęczona i senna.Na nic nie miałam siły.Co jest dla mnie nowością,mam mdłości,które w przypadku wcześniejszej ciąży nie występowały.I guzik prawda,że są one poranne! Mnie męczą bez względu na porę dnia.Badania w normie.Wynik cytomegalii pozytywny ,więc na 99 % to ona była przyczyną wcześniejszego pojawienia się na świecie Adrianka.Tym razem moje przeciwciała dają maluszkowi bezpieczeństwo.

      27 listopada koleje usg.Zalecenia lekarskie standardowe-dużo odpoczywać,dbać o siebie,nie dźwigać,zakupy to też ciężary(łatwo powiedzieć).Lekarza mam wspaniałego,chodzę do niego od 9 lat.Szczerze się ucieszył,że nam się udało po takim czasie.Tylko jest jeden maleńki problemik.Do zaleceń trzeba się stosować,a kto mi okna na święta umyje?? Hihihihi

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Kobieca intuicja i 13 tydzień”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      ewelina3024
      Czas publikacji:
      niedziela, 18 listopada 2012 11:13
  • sobota, 17 listopada 2012
    • 17 listopad Światowy Dzień Wcześniaka

       

      stópki

      - Wcześniaki wymagają szczególnej opieki, są bowiem znacznie bardziej narażone na powikłania zdrowotne niż noworodki urodzone o czasie - przypominają neonatolodzy z okazji Światowego Dnia Wcześniaka, który przypada 17 listopada.

       Eksperci podkreślają, że kompleksowa, interdyscyplinarna opieka medyczna powinna być sprawowana nad wcześniakami aż do momentu, gdy dogonią one w rozwoju swoich rówieśników. Za wcześniaki uważa się dzieci urodzone przed czasem, tj. przed 37. tygodniem ciąży. Na świecie co roku rodzi się 15 mln wcześniaków. W Polsce liczbę tę szacuje się na ok. 28 tys.

       

       Przedwczesne przyjście na świat wiąże się z większym ryzykiem różnych schorzeń i powikłań zdrowotnych, których konsekwencje często obserwuje się też w przyszłości, nawet w życiu dorosłym. Mogą to być trudności w uczeniu się, zaburzenia ruchowe, mózgowe porażenie dziecięce, problemy z układem krążenia, zaburzenia metaboliczne, astma, a nawet zaburzenia umysłowe.

       

      Są to konsekwencje tego, że wcześniaki po narodzinach mają słabiej rozwinięte narządy wewnętrzne i nie są jeszcze dobrze przygotowane do funkcjonowania poza łonem mamy. Bez pomocy współczesnej medycyny nie miałyby szansy na przeżycie. Przedwczesny poród jest zresztą jedną z głównych przyczyn śmiertelności niemowląt.

       Do najważniejszych problemów, które rzutują na przyszły rozwój tych dzieci, neonatolodzy zaliczają opóźniony rozwój ośrodkowego układu nerwowego i oddechowego oraz związane z tym powikłania.

       

      -Niedojrzały układ odpornościowy i nie w pełni rozwinięte drogi oddechowe narażają przedwcześnie urodzone dzieci na szereg infekcji, które mogą zagrażać ich zdrowiu, a czasem życiu

       

      Prof. Ewa Helwich

      Niedojrzały układ odpornościowy i nie w pełni rozwinięte drogi oddechowe narażają przedwcześnie urodzone dzieci na szereg infekcji, które mogą zagrażać ich zdrowiu, a czasem życiu. Dlatego tak ważne jest kompleksowe podejście do małych pacjentów, odpowiednie przygotowanie personelu medycznego i zastosowanie odpowiedniej aparatury, aby właściwie monitorować stan dziecka w szpitalu i po jego opuszczeniu - ocenia prof. Ewa Helwich, konsultant krajowy w dziedzinie neonatologii.

       Jej zdaniem, potrzeby wcześniaków najlepiej zaspokaja interdyscyplinarna opieka medyczna, która obejmuje m.in. profilaktykę zakażeń, głównie oddechowych (w tym przed pneumokokami i wirusem RS), nadzór nad rozwojem układu nerwowego, stymulację rozwoju maluchów i rehabilitację.

       

       - U wcześniaków wskazana jest też właściwa stymulacja dotykowa, polegająca m.in. na tzw. kangurowaniu (noszeniu lub kładzeniu dziecka na klatce piersiowej rodzica tak, by zapewnić kontakt "skóra do skóry") oraz karmienie piersią - nawet dziecka leżącego w inkubatorze - podkreśla prof. Maria Borszewska-Kornacka, prezes Polskiego Towarzystwa Neonatologicznego.

       

       Jak tłumaczy, wcześniaki z powodu swoich licznych schorzeń, szczególnie potrzebują naturalnego pokarmu kobiecego. -

       

      Dla wcześniaka mleko matki jest lekiem

      Prof. Maria Borszewska-Kornacka

      Dla wcześniaka mleko matki jest lekiem. Konieczne jest, aby personel medyczny zachęcał matki do przystawiania noworodka do piersi i pomagał im w tym - mówi prof. Borszewska-Kornacka.

       Eksperci zwracają też uwagę na znaczenie psychologicznego wsparcia dla rodziców wcześniaków oraz ich edukację. Podkreślają, że dla większości rodziców przyjście na świat wcześniaka jest wielkim zaskoczeniem. Nie są oni przygotowani ani emocjonalnie, ani merytorycznie do opieki nad malutkim i kruchym dzieckiem (często ważącym mniej niż 1 kg).

       

       Potwierdzają to najnowsze badania przeprowadzone w sierpniu 2012 r. w 19 krajach świata (nie objęły Polski) przez międzynarodową firmę badawczą P/S/L Research. Wynika z nich, że aż 44 proc. matek wcześniaków odczuwa lęk o swoje dziecko, 29 proc. czuje się bezradna, a 25 proc. ma poczucie winy. Aż 62 proc. z nich chciałoby otrzymać więcej informacji o możliwych skutkach przedwczesnych narodzin i tylko 31 proc. z nich uważa, że otrzymało właściwe wsparcie emocjonalne, porady i pomoc personelu medycznego przy opiece nad dzieckiem.

       

       Aby zwiększyć świadomość społeczną na temat przyczyn i skutków wcześniactwa oraz konieczności zapewnienia wcześniakom kompleksowej opieki Europejska Fundacja na rzecz Opieki nad Noworodkami (EFCNI) zainicjowała w 2012 r. obchody Światowego Dnia Wcześniaka. Dla uczczenia go w wielu krajach na świecie na fioletowo podświetlone zostaną znane i charakterystyczne budynki, jak np. Empire State Building w USA, CN Tower w Kanadzie czy Pałac Kultury w Warszawie.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      ewelina3024
      Czas publikacji:
      sobota, 17 listopada 2012 12:11
  • czwartek, 01 listopada 2012
    • Wywiad i kolejne przemyślenia matki

       Wszystko poszło zgodnie z planem,jednak bez małej tremy się nie obyło.Pani tak jak zapowiedziała, o umówionej godzinie do drzwi zapukała.Bardzo przyjemna,ciepła i serdeczna Pani Ula.Chyba widząc moje zdenerwowanie zaczęła zadawać pytania,aby mnie trochę rozkręcić.No to jak już się rozkręciłam, o tremie zapomniałam,to mogłabym opowiadać i mówić i mówić.Zawsze z tym samym uczuciem,dreszczy przechodzących przez plecy na samo wspomnienie opisywanych wydarzeń.Pani dziennikarka nie mogła wyjść z podziwu,jak po tylu złych rzeczach tyle w nas optymizmu.Potrafimy codziennie znaleźć powód do śmiechu,potrafimy normalnie żyć.

      Hm,czy to życie aby na pewno jest normalne?Nie w 100 procentach.Ale wiem,że na pewno jest niezwykłe.

      Przywołanie chwil z ostatnich naszych przeżyć związanych z Adrianem i tych sprzed kilku lat,nasunęło mi pewną myśl.I to samo powiedziałam na wywiadzie.Padło pytanie, skąd braliśmy siły do walki o życie i późniejszą sprawność naszego dziecka?Odpowiedź-z miłości,z potrzeby opieki nad maleńką istotką,aby udowodnić innym(i sobie pewnie też),że damy radę.Zostając mamą w wieku 21 lat nie ma prostej odpowiedzi.A może właśnie i jest-świadomość bycia MAMĄ.To właśnie ta myśl chyba mnie napędzała,dawała ogromnego kopa,aby każdy dzień wykorzystać jak tylko się da.Mężczyźni,ojcowie mają chyba troszkę inne odczucia.Czułam siłę mojego męża,wsparcie z jego strony,ale on też potrzebował pomocy.Czasu na oswojenie się z myślą,że jest ojcem niepełnosprawnego dziecka.Kochał nasze dziecko i świata poza nim nie widzi do dzisiaj,ale ta ogromna miłość,zrozumienie i ufność nie narodziła się z dniem pojawienia się Adriana na świecie.Wszystkie te uczucia rosnące między ojcem a synem rosły w miarę upływu czasu.Pamiętam,jak idąc z Adrianem niektórzy nam się przyglądali.Ja już od dawna nie zwracałam na to uwagi.A mój mąż i owszem.Czasem wydaje mi się,że potrzebował kilku lat,na nauczenie się żyć w sytuacji w jakiej się znaleźliśmy.To było,jest i będzie  zawsze nasze dziecko.

      Pamiętam jak w jednej z wielu naszych rozmów mąż mnie zapytał -jak ty to robisz,że nie widzisz pewnych rzeczy?Widzę,ja widzę wszystko.Każde spojrzenie,każdy miły gest w kierunku naszego dziecka.Ale kiedyś ktoś powiedział mi-nie przejmuj się.Takie zachowanie ludzi świadczy tylko o ich ułomności,a nie naszych dzieci(słowa mamy niepełnosprawnej dziewczyny).

      I coś w tym jest.Dziś jest wiele więcej tolerancji,choć nie powiem,bo przykre sytuacje też się zdarzają.Na szczęście nie często.Będą małą dziewczynką nie pamiętam,aby informacje o chorych,niepełnosprawnych dzieciach były tak bardzo nagłaśniane.Czy ktoś kiedyś pomyślał,aby napisać o takiej rodzinie artykuł,czy zrobić wywiad do telewizji?Nie!!! Chore dzieci były ukrywane.Rodzice często wstydzili się reakcji innych na widok ich własnego dziecka.

      Dziś wiem,że nie ma się czego wstydzić.Każde dziecko jest wyjątkowe,kochane bez względu na to,czy potrzebuje pomocy czy nie.Mam wielkie szczęście mając tak wspaniałego syna.Jest naszą dumą,największym skarbem,cudownym darem od Boga.I będę o niego walczyć póki starczy mi sił.

      Może w przyszłości,jak już sam będzie ojcem,będzie kochał swoje dzieci ogromną,bezwarunkową miłością,tak jak kiedyś jego ojciec pokochał tą małą kruszynkę,patrząc przez łzy w szybę inkubatora...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Wywiad i kolejne przemyślenia matki”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      ewelina3024
      Czas publikacji:
      czwartek, 01 listopada 2012 14:31
  • piątek, 26 października 2012
    • Apel i wakcaje sprzed lat

      Wieczory coraz dłuższe i jakże samotne.Jeden z takich wieczorów zaowocował kolejnym apelem o pomoc dla Adrianka.

       apel

      Przez głowę przechodzi mi czasem myśl,jak mało brakowała,a mogło go z nami nie być.Ile siły ,woli walki i życia kryło się w tak maleńkim ciałku(930g).Ale jest z nami i to jest najważniejsze.

      Po operacji i  zdjęciu szwów jakby śladu nie było.Blizny są oczywiście,ale świetnie się goją.Dni lecą nam strasznie szybko.Ale to chyba i dobrze,bo wraz z kończącym się rokiem opuszczają mnie siły.Już nie mogę doczekać się świąt,kiedy to będę mogła odpocząć z moimi chłopakami.Już nawet nie ważne jest to,że kilka dni przed trzeba w kuchni spędzić.Uwielbiam ten czas.Zawsze ładują mi się akumulatory.

      No ale póki co na ziemię zejść trzeba.Czekamy na tatę i męża,który za dwa tygodnie na urlop przyjedzie.Jak bardzo bym chciała,aby nasze plany zostały zrealizowane.Mam tylko nadzieję,że kolejny rok przyniesie nam więcej dobrego niż w tym roku

      Z drugiej strony,nigdy nic nie planowaliśmy.Żadnych wyjazdów na wczasy, żadnych wypadów na łono natury.Zawsze wszysto było spontaniczne i najlepiej się bawiliśmy.Pamietam jak jednego roku,mąż na urlop przyjechał.Mielismy odpoczywać w domu i napjać się swoja obecnością.A nic bardziej mylnego.Już za dwa dni o 7 rano byliśmy spakowani i jechaliśmy na wczasy.Nie mając  zarezerwowanego miejsza noclegowego,dobrze nie wiedząć do jakiego miasta jedziemy.Wiedzieliśmy tylko,że obieramy kierunek nad morze.

      Dojeżdżajać do małego miasteczka,zatrzymaliśmy się pod sklepem,co by języka o kwatery zasięgnąć.Zmęczeni,po całym dniu jazdy z małym dzieckiem w samochodzie(Adrian miał wtedy cztery latka).Pani informacji udzieliła,wskazała kierunek w którym mamy się udać,zostało tylko tam dojechać.Mąż do samochodu,odpalamy a tu nic.Samochód nie chce zapalić a i jeszcze kluczyk ze stacyjki wyjść nie chce.Pierwsze co nam do głowy przyszło,to znaleźć komisariat policji.Tam nam na pewno pomogą.Komisariat ,a jakże jest,ale zamknięty na cztery spusty.Andrzej poszedł pomocy szukać,a ja z dzieckiem jakiegoś nocelgu.

      Finał twego był taki,że stacyjkę trzeba było rozbierać,a samochód odpalać ze śrubokręta.Ale to był tylko początek.Znaleźliśmy panią,która chętnie kwaterę nam pokazała.Warunki takie sobie,pokoje świetne,ale nie zamykana łazienka.Cisza,spokój…Do godziny drugiej w nocy,gdzie to zaczęli schodzić się mieszkańcy tej oto kwatery.Andrzej wstał,prosił,uciszał…Miarka się przebrała,gdy o 6.30 usłyszeliśmy”Żarcie podano!”Okazało się,że mieszkało tam 12 mężczyzn na delegacji.Bardzo szybko za noc zapłaciliśmy i już nas nie było.

      Pojechaliśmy na kolejną kwaterę.Mieliśmy jeszcze dwa adresy.Kolejna wydawał się świetna-blisko plaży,podwórka,na którym można odpocząć.I kolejny ząk….W środku brudno,śmierdząco,brrrr.To było straszne.

      Ostatnią nadzieją był kolejny adres.Zajechaliśmy,śliczne podwórka,altanka,grill.Pokój dla dziecka i dla nas,łazienka i kuchnia tylko do naszej dyspozycji.Ludzie przewspaniali,otwarci,no po prostu bajka.

      Byliśmy tam tylko cztery dni,ale był to nasz najlepszy wypoczynek.Odpoczęłam jak jeszcze nigdy dotąd.

      Nasz pokój

      pokój

      Pokój Adriana

      pokój

      A to my,te kilka lat do tyłu...

      Tolkmicko

      I moje chłopaki. 

      chłopaki

      Tolkmicko

      Po dwóch latach wróciliśmy do Lili i Leszka,tym razem już na dwa tygodnie.

      Fajnie tak powspominać wakacyjne przygody.Zwłaszcza teraz,gdy taka plucha za oknem.

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Apel i wakcaje sprzed lat”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      ewelina3024
      Czas publikacji:
      piątek, 26 października 2012 10:15
  • środa, 17 października 2012
    • Rozmyślania

      W poniedziałek zmarła moja babcia przeżywszy lat prawie 90.Dożyła sędziwego wieku,wiele lat lepszych i gorszych miała za sobą.I to nasunęło mi myśl,jak z jednym człowiekiem można się zżyć,a z drugim nie koniecznie.Jak bardzo przeżywa się śmierć,której człowiek się nie spodziewał,albo spodziewał,ale nie teraz.

      Kiedy zmarła moja pierwsza babcia,bardzo jej śmierć przeżyłam.Byłam wściekła na wszystkich i wszystko dookoła.Długo nie mogłam wejść do jej domu,w którym mieszkał przecież jeszcze dziadek.Wchodząc ciągle miałam jej obraz przed oczami.Otrząśnięcie się z tego wszystkiego zajęło mi rok.Miałam wtedy 14 lat.Smutek i żal przeżywałam w samotności.Widziałam ,jak cierpią najbliżsi po jej śmierci i myślałam,że każdy powinien przeżyć to po swojemu.W samotności.

      Babcia zmarła mając 60 lat po ciężkiej chorobie nowotworowej i w ogromnym cierpieniu.To ona mnie wychowała i pokazała wartości życiowe,które będą dla mnie w przyszłości ważne.Zawsze była dla mnie autorytetem i tak  bardzo mi jej brakuje.

      Drugiej babci,która zmarła w poniedziałek nawet dobrze nie znałam.Wiedziałam,że jest,gdzie mieszka i do czasu do czasu spotykaliśmy się ,ale szczerze,nic do mojego życia nie wniosła.Sięgając wstecz pamięcią nie mam żadnych wspomnień z dzieciństwa z nią związanych.

      Podobnie było również u mojego męża.Jedna babcia go wychowała i była wspaniałą kobietą,a druga,no cóż.Nie zawsze miała dla niego czas.

      Nasze babcie bardzo wiele wniosły w nasze życie.Mam nadzieję,że Adrian kiedyś też o swoich babciach będzie mógł powiedzieć,że wiele znaczyły w jego życiu.Pokazały mu rzeczy,które mogą pokazać tylko babcie.

      Dla wszystkich kochanych Babć,które cień światełka i nadziei na przyszłość dały swoim wnukom [*][*][*]

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Rozmyślania”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      ewelina3024
      Czas publikacji:
      środa, 17 października 2012 09:32
  • poniedziałek, 15 października 2012
    • Dzień Dziecka Utraconego

      Jest taki dzień,w którym serce krwawi chyba bardziej.Bardziej czuje się pustkę,bezradność i słyszy się w głowie pytanie"dlaczego?".Ciężko jest pogodzić się ze stratą,ale przecież trzeba żyć dalej...

      Dla syna,który jest całym światem.

      A za miesiąc obchodzimy Światowy Dzień Wcześniaka.A jak się ma nasz wcześniaczek?Mogę powiedzieć ,że świetnie.Chodzi do szkoły,mimo szwów,które zdejmujemy w czwartek.Dzisiaj zaczyna terapie indywidualną z rehabilitantką po krótkiej przerwie.Dni płyną nam szybko,aż czasem wydaje się,że za szybko.Zdrówko dopisuje,a to najważniejsze.

      Dziecko moje co rusz nowe zajęcia dodatkowe sobie wynajduje.Teraz upodobało mu się zostać harcerzem.Nie wiem,skąd on bierze na to wszystko siły.Szkoła,zajęcia dodatkowe,rehabilitacja po szkole...Ale jakoś daje radę i jestem z niego dumna.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Dzień Dziecka Utraconego”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      ewelina3024
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 15 października 2012 12:28
  • sobota, 06 października 2012
    • Już po strachu

      Jesteśmy po zabiegu i już w domku.Ale od początku.

       

      Wyruszyliśmy o 5.30,do szpitala dotarliśmy w miarę sprawnie.Przyjęcie,oczywiście papierkowe formalności i na oddział.Adrianek miał iść jako drugi do zabiegu.9.15 dostał „głupiego Jasia” no i fazy po nim się zaczęły.O 10 zabrali go na blok operacyjny.Obawiałam się kolejnej narkozy,a właściwie tego,co będzie po niej.Po poprzedniej operacji bardzo ciężko to zniósł.

      Po półtorej godzinie pielęgniarki przywiozły Adrianka z powrotem na oddział.Rozmowny,kontaktował wszystko i bardzo trząsł się z zimna.Znieczulenie puszczało powoli i tym razem nie było takie straszne.Po kilku godzinach już rozwiązywał z tatą krzyżówki.Nie płakał,nic go nie bolało.O 18 zjadł kanapkę z masłem i nie było mu niedobrze.Ostatnim razem strasznie się umęczył.

      Siedzieliśmy w szpitalu do 22.W nocy na zmianę z mężem patrzyliśmy na telefony,czy czasem Adrianek nie dzwoni.Przed 6 byliśmy już w szpitalu.Adrianek już nie spał,przywitał nas uśmiechem.I co najważniejsze całą noc przespał bez środków przeciwbólowych.

       

      Po 7 przyszedł nasz lekarz,obejrzał rany,zapytał czy nic nie dolega i zapytał,czy chcemy jechać do domu.Ba,pytanie-pewnie,że chcemy.I tak w czwartek,dzień po zabiegu wróciliśmy do domu.Adrianek cały czwartek przeleżał w łóżku.Nie mógł chodzić,bo ciągnęły go plastry przyklejone na opatrunku.ale już w piątek opatrunki zmieniłam i dziecko chodzić zaczęło.Jeszcze były małe problemy z siedzeniem,więc na pół leżąco wszystko było robione.ale dzisiaj sam do łazienki poszedł,usiadł najpierw na łóżku,potem na krzesełku.

      Bardzo się cieszymy,że tak wszystko dobrze się skończyło,chociaż kosztowało nas to mnóstwo nerwów.Najważniejsze,że żadna blokada psychiczna tym razem się nie pojawiła i mam nadzieję,że niebawem do szkoły Adrianek wróci.Czeka nas jeszcze zdjęcie szwów 18 października.

      Bardzo dużo siły dał mi mój mąż.Nie czułam się tak bardzo samotna w swoich nerwach i bólu.Trzymał się dzielnie,chociaż dopiero po wszystkim przyznał,jak bardzo się denerwował.Wracając w czwartek do domu widziałam,jak bardzo jest zmęczony.Ja wcale nie byłam lepsza.Jeść nie mogliśmy jeszcze długo.Czwartek po południu pierwszy,normalny posiłek od dwóch dni.

      Nie ma co rozpamiętywać tego co było.Adrianek spisał się na medal,był bardzo dzielny,a najważniejsze,że wszystko już za nami.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Już po strachu”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      ewelina3024
      Czas publikacji:
      sobota, 06 października 2012 12:15
  • wtorek, 25 września 2012
    • Bujałam w obłokach,mocno walnęłam w ziemię

      W nawiązaniu do ostatniego wpisu wszystko się lekko rypnęło.Ale może od początku zacznę o mojej nadzieii i szybkim na ziemię zejściu.

      Ostatnio kiepsko się czułam,więc zrobiłam test ciążowy.Pozytywny!!! Kolejny i kolejny i to samo.Udałam się wiec do mojego lekarza,a on dał skierowanie na beta HCG.Ale żeby nie było wszystko tak kolorowo wykrył na jajniku torbiel,póki co małą,bo na 3 mm.Co by trochę z tych obłoków na ziemię mnie ściągnąć dodał,iż taka torbiel może dawać błędne wyniki testów.No cóż,zostało na czekać na betę.

      Niedziela ból brzucha i lekkie krwawienie,później plamienia.Wczoraj rano wizyta u lekarza,no i wszystko wyszło.Nic z tego,beta <2,jak nic się z @ nie zmieni kolejna wizyta niebawem.

      No i tak zakończyła się moja "ciążowa" przygoda,a testom to już chyba nie zaufam.

      Poza tym gruby stres w przyszłym tygodniu mnie czeka.Adrianek będzie miał kolejny zabieg.Wyjmą śruby pozostałe w nogach.Bardzo się boję,ale jak trzeba to trzeba.Mam tylko nadzieję,że to już ostatni zabieg i ostatnia narkoza.

      Ostatnio na portalu społecznościowym były gorące dyskusje na temat wcześniaków,choroby dzieci i ich ratowania.A cała afera zaczęła się po wywiadzie na onecie ,którego udzieliła mama wcześniaków,która również prowadzi bloga(kurlandia.blog.onet.pl).Jak czytałam komentarze niektórych osób,wzmianki o aborcjach albo eutanazji,krew mi się zagotowała.Jak w dzisiejszych czasach mogą żyć tacy ludzie,z takimi poglądami?

      Różne argumenty były poruszane-za wąskie biodra to i dziecko wcześniak i chore....Dużo by można przytaczać bezsensownych komentarzy.Zastanawiam się czasem jak tacy ludzie poradziliby sobie w naszej sytuacji?Jakie życie i los czekałby ich dzieci?

      Życie w cieniu cierpienia dziecka jest trudne.Trzeba umieć znaleźć w sobie siłę dla dziecka,dla siebie.Uśmiechać się gdy jest źle,choć czasem to takie trudne.Być może nie wszyscy potrafią to zrobić.Być może żyją w latach nazistowskich-kto gorszy to do gazu.Wiem,że może to okrutne,ale tak właśnie pomyślałam.

      Każdy chciałby mieć piękne,zdrowe dzieci.Niestety,nie każdemu jest to dane.Czasem nie da znaleźć się przyczyny choroby dziecka.Dlaczego urodziło się w 30, a nie 40 tygodniu ciąży.Pewnych rzeczy się nie przeskoczy i nie są one od nas zależne.

      Szkoda,że nie wszyscy potrafią to zrozumieć.Czytając pewne komentarze czułam się jak wyrzutek.Nie chciana przez społeczeństwo matka chorego dziecka.Jednak to była tylko sekunda,a potem złość i kolejna myśl,że jakbym miała okazje poznać osobę,która taki komentarz napisała,po prostu dałabym jej w zęby.

      Był taki czas w moim życiu,że analizowałam każde wypowiedziane przez innych słowo.Każde spojrzenie skierowane w stronę mojego dziecka.A teraz?Szczerze mam w dupie co ktoś mówi,czy jak na nas patrzy.Zawsze będą spojrzenia,bo moje dziecko jest "inne".Inaczej się porusza,ale wygląda zupełnie normalnie.A to ,że wymaga opieki 24 na dobę nie powinno skreślać go z życia w społeczeństwie.Jest inteligentny,mądry.A to ,że być może nie będzie mógł pracować fizycznie w przyszłości coś zmienia??? Absolutnie nie.Może pracować za biurkiem,być mądrym urzędnikiem zauważającym problemy potrzebujących.A może pewnego dnia i prezydentem zostanie???

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Bujałam w obłokach,mocno walnęłam w ziemię”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      ewelina3024
      Czas publikacji:
      wtorek, 25 września 2012 15:46
  • poniedziałek, 17 września 2012
  • poniedziałek, 10 września 2012
    • Szmat czasu

      Bardzo długo nie wrzuciłam żadnego wpisu.A to przez brak czasu,prace domowe i koło domu,jak to na wsi.

      Po powrocie z turnusu mogliśmy trochę odpocząć wszyscy razem.Mieliśmy małą niespodziankę,gdyż w dniu przyjazdu do domu przyjechał po nas tata i mąż w jednej osobie.Ależ Adrian miał minę ,jak zobaczył go na schodach!! Ja podobno też...Niespodzianka się udała.Czas leci nam nieubłaganie szybko.Za kilka tygodni kolejna operacja nas czeka,ale mam nadzieję,że jakoś uda nam się to przetrwać.

      Adrian ma się świetnie,chociaż ostatnio lekka niemoc go dopadła.Na szczęście to tylko lekkie przeziębienie.

      Czas urlopowy minął bardzo szybko,chociaż udało nam się wygospodarować czas tylko dla siebie.

      Na razie życie nasze toczy się powoli do przodu.Bez większych niespodzianek czy przeciwności losu.Ale o tym nic nie mówię...ciiii....bo jeszcze zapeszę.

      A to już nasza fotorelacja z urlopu i ostatnich wakacyjnych dni...

       

      rocky

      tata i syn

      Adrian

      ja

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Szmat czasu”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      ewelina3024
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 10 września 2012 13:19

Kanał informacyjny